Włożyli talent i serce

15 września 2017
Wielkich rozmiarów dożynkowa korona, podobnie jak cała impreza w Czarkowie, zachwycała kształtem, rozmiarami, kolorem.. Jej wykonanie wymagało pomysłu, ręcznego kunsztu, trzymiesięcznego przygotowania zanim przybrała ostateczny wymiar. Tego trudu podjęły się panie z miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich, prawie cała najbliższa rodzina sołtysa Jacka Kubisa.. - W czerwcu zaczęliśmy zbierać kłosy pszenżyta, żyta, pszenicy, owsa, kwiatków z dyni, fasoli, arbuza. Potem przyszło wszystko oczyścić, wysuszyć, porobić zawiązki, zawiesić i suszyć, aby nabrały złocistego koloru i nie były zbyt kruche - opowiada Alicja Kubis, prezes KGW w Czarkowie.

W ten twórczy proces zaangażowanych było przeszło dziesięć osób. Praca nad taką koroną zaczyna się od pomysłu. Jego inspiratorkami były dwie synowe pani Alicji. - Kiedy już wszystko to rodzi się w głowie, człowiek wstaje choćby w nocy, rysuje, zapisuje i zaczyna planować co trzeba będzie przygotować. Tu nie obywa się bez prawdziwego hobby, pasji, dlatego nie liczy się poświęconych godzin, pracy i przygotowań - dzieli się wrażeniami jedna z nich.
Istotna jest też męska pomoc. Najpierw trzeba było zespawać metalowy szkielet, który został owinięty zbożami, kwiatami, wstążkami co pozwoliło na zachowanie sztywności, trwałości. Wtedy można było koronę transportować i nieść bez obaw, że może się rozpaść lub uszkodzić. Sześcioramienna korona dożynkowa z kopułą i krzyżem o półtorametrowej wysokości, którą teraz można podziwiać w hollu pszczyńskiego Ratusza, to w sumie około tysiąc kłosów zbóż. Dzień po dniu wyrastały pod palcami pań jej iście koronkowe i fantazyjne fragmenty. Środek każdego ramienia, także podstawa wyklejona jest słomką pociętą na kawałki ozdabiana kwiatami. Jak to jest misterna robota wystarczy wspomnieć, że samo plecenie warkocza zajęło dwa tygodnie. Wacław Zmarlak
powrót

Aktualny numer

Numer forum nr 1 (10 stycznia 2018r.)

Reklama