Żniwne wesele

15 września 2017
Minął kolejny rok. Wszystkie zboża pokoszone, złocą się ścierniska, zielone lato zaczyna ustępować przed złotą jesienią. Zebraliśmy się w to wrześniowe popołudnie, aby uroczyście zamknąć tegoroczny okres żniw, mając w świadomości, że nastaje kolejny rok rolniczego trudu.

Dożynki każdego roku uświadamiają nam, że coś się kończy, coś zaczyna, bo praca na wsi, rytm życia są ściśle wpisane w nurt przyrody i od niej zależne. Tak samo jest z naszym życiem. To żniwne wesele, jakim są dożynki ukazuje nam, przypomina jak szczególne więzi łączą nas z pracą rolnika, bo jest to praca dla chleba, którego zapach w każdym domu daje poczucie bezpieczeństwa, dostatku i miłości. Tak było od dawna, jest obecnie i będzie zawsze.
W tych dniach z podziwem patrzymy na ziarno, na cud maleńkiego ziarenka, skąd w nim ta moc, że wsiane w dobrze uprawioną glebę może wydać nawet stukrotny plon.
Jednak, aby te cuda mogły się corocznie powtarzać trzeba nie tylko sprzyjających sił natury, ale i ogromnej pracy, trudu rolnika. Potrzeba jego mądrości, zapobiegliwości i miłości oraz praktyczności i wiedzy. Ziemi się nie oszuka. To matka która wymaga miłości, dlatego zawód rolnika to powołanie.
Wieś, praca rolnika to wielka szkoła życia, hartowanie charakteru, odkrywanie rytmu ziemi, piękna i mądrości natury. Wieś to wreszcie od pokoleń mocne więzi rodzinne. To nie tylko stwierdzenie, ale fakt, że Polskę stworzyli, zbudowali rolnicy. 1050 lat temu, gdy Mieszko przyjmował chrześcijaństwo, to większość kobiet i mężczyzn tych ziem uprawiało ziemię, oswajało i hodowało ptactwo i zwierzęta domowe, przędło len, polowało w pobliskich puszczach, zbierało runo leśne i wykonywało wiele innych czynności dla zaspokojenia potrzeb żywnościowych. Gdy było trzeba, a historia im tego nie szczędziła to ci sami rolnicy potrafili dzierżyć topór, miecz, włócznię i tarczę. To chłopi wykuwali przez wieki zręby naszej ojczyzny. To nie przesada, że na sztandarach pod którymi stoją polscy rolnicy i chłopi od tylu lat jest napisane „Żywią i bronią”.
Ludzie na wsi zawsze byli silni rodziną oraz czuli sens zaangażowania społecznego. Dziś, gdy nasze wioski są postrzegane coraz to częściej nie jako miejsca produkcji żywności, ale jako zaplecze mieszkaniowe i rekreacyjne dla aglomeracji oraz okolicznych miast, dziś wielu tego zaangażowania unika, a i wiele rodzin jest w rozsypce.
W naszym otoczeniu i rolnictwie, tak jak w każdej innej dziedzinie życia społecznego, zmiany były i są nieuniknione. Cieszą te, które dokonały się w ostatnich latach, jeżeli chodzi o mechanizację, agrokulturę itd. Są one ogromne i będą dalej postępować. Jednak nie mogą to być zmiany na gorsze. Te wszystkie przemiany nowoczesności nie mogą odmienić odwiecznych praw natury, nie mogą niszczyć najważniejszego ogniwa każdej społeczności - rodziny! Tutaj musimy być czujni. Nasz naród, nasza ojczyzna, aby się mogły dalej rozwijać, wręcz przetrwać (bo już dziś w takich kategoriach trzeba niejednokrotnie postrzegać życie na ziemi) powinien wrócić do tej szkoły życia, którą od wieków wskazywali nam nasi chłopi i rolnicy. Rodzina i służba dobru wspólnemu jest obowiązkiem każdego z nas, wszyscy musimy coś z siebie dać. Oni tak czynili od wieków.
Dziś dożyliśmy czasów, że musimy walczyć wskutek rozbuchanego konsumpcjonizmu nie tylko o środowisko naturalne, o ekologię, ale jeszcze bardziej niż o ekologię środowiska naturalnego potrzebujemy walki o ekologię człowieka. Zbyt dużo plew, zła w dzisiejszym świecie, który potworne siły pchają coraz to bardziej ku unicestwieniu zostało zasiane w sercach ludzi. Trucizna, która niszczy człowieka od środka i pcha go ku unicestwieniu w ostatnim czasie jest mu podawana w coraz to większych dawkach.
Chciałoby się wołać: ach ty trudny świecie, Europo, Polsko, gdzie podążacie, dlaczego nie bierzecie przykładu, nie czerpiecie z tego co trwałe - z mądrości naszych przodków, nie opieracie rozwoju na trwałych korzeniach, które przez wieki umacniali i budowali szczególnie rolnicy, którzy zawsze byli solą tej ziemi. Musimy pamiętać, że pieniądze, szczególnie te wirtualne, nie dadzą nam szczęścia, a tym bardziej chleba. Ten rozum posiadają jeszcze rolnicy, ale wszechobecny konsumpcjonizm, wygodne życie na kredyt odebrało go bardzo wielkiej rzeszy mieszkańców naszego globu. Wielu zatraciło granice i nie potrafią ocenić, gdzie kończy się postęp, a zaczyna podstęp. Czas tej zarazy nie dopuścić do naszych rodzin. Czas na zmiany tam, gdzie zło się już dokonało.
Drodzy rolnicy, mieszkańcy, uczestnicy uroczystości zachowajcie mądry chrześcijański etos wsi, niech on trwa i przetrwa. To pozwoli nam z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Dziękując za tegoroczny piękny bochen chleba, jesteśmy wdzięczni niebiosom, że ominęły nas różne katastrofy, anomalia pogodowe. Jednocześnie z faktu, że jesteśmy Gminą również górniczą bolejemy, że nasze czarne złoto jest zagrożone i to bardzo poważnie, a nawet może ulec zniszczeniu, wskutek rozpoczętej likwidacji Kopalni Krupiński. Wierzymy, że tak jak urodzaju tego złota jakim jest chleb, tak samo nie zatracimy skarbu naszej ziemi, węgla, a nasze dzieci, młode pokolenie, nie będą skazane na banicję, na poniewierkę, na szukanie chleba na obczyźnie.
Dziękując, jeszcze raz wyrażajmy wdzięczność dla niebios, które są ponad nami i prośmy o pomyślne żniwa w kolejnych latach, aby tego cennego złota, jakim jest chleb powszedni nigdy nie zabrakło, aby nie zabrakło pracy dla naszego młodego pokolenia. Aby kolejne pokolenia pozostały na tej ziemi i cieszyły się pięknem naszej małej ojczyzny, jak niegdyś mistrz Kochanowski:
„Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?”
Aby pod niebem pachniało zawsze świeżym chlebem. Naszym rolnikom, ludziom pracy życzę tak po Śląsku, po górniczemu. Szczęść Boże, Szczęść Boże i jeszcze raz Szczęść Boże. Marian Pawlas, wójt gminy Suszec
powrót

Aktualny numer

Numer Forum 16 (15 października 2018r.)

Reklama